Czasami jest taki czas, gdy wątpię we wszystko. W moją przyszłość, w szczęście i spełnienie. Rodzina, dzieci, żona i dom stają się abstrakcją, której 'realizacja' spada nagle z dużą prędkością do szuflady Mity i legendy" tudzież Podania ludowe".
Dlaczego realizacja większości prostych aspiracji jest tak trudna? Dlaczego mimo starań i chęci często wychodzi nam z tego gówno lub puste 'nic'? Dlaczego dojście do najmniejszej społecznej jednostki, do związku nuklearnego jest tak ciężkie? Dlaczego gdy już się w nim znajdziemy, musimy ciężko harować, brać kredyty, zadłużać się, by zdobyć malutkie m3 (Przy szczęśliwych silnych wiatrach).
Dlaczego tak mało ludzi decyduje się na dzieci? Dlaczego odrzucają ten dar, lub decydują się na niego gdy jest już za późno? Albo dlaczego, gdy już mają dzieci, nie zajmują się nimi należycie? Jasne, gdy ma się dzieci po 30stce brak już sił, 40 to już w ogóle 'boże zachowaj'.
Co się dzieje w kraju, gdzie posiadanie rodziny było dumą? Gdzie dzieci były 'bożym darem', w kraju, który kultywował wielodzietną tradycję, kochających rodzin, kraju 'Matek Polek'?
Czy ekonomia dzisiejszych czasów wyprała uczucia i logikę? Marudzimy na malejące emerytury, a za 10 lat nie będzie komu na nie pracować. Mało miejsc pracy? Za 30 lat nie będzie pracowników
oszczędzanie na dzieciach okaże się końcem ekonomii naszego kraju. Kraj w końcu z niknie skoro krajan coraz mniej.
***
Teraz optymistyczniej.
Jak na razie ulane 2 egzaminy jeden 'zerówka' drugi '1,5h w 5min'.
Jakoś żyję. Piszę pracę, bo do końca lutego muszę ją zdać.
***
W poniedziałek walentynki, oby było wam miło choć wiem, że 90% z was powie, że to komercyjny dzień okazywania sobie wyjątkowo uczuć
i tak pragniemy aby był jak najmilszy. A czasem w ramach bojkotu obchodzi się dzień 'przed/po-walentynkowy' ale to i tak to samo.
-
Mood:
Sadness